Gdzieś w głębi duszy chłopaka pojawił się silny odruch. Powinien już zacząć przygotowania do walki. Stanął niezdecydowany.
Na dworze lało jak z cebra. Deszcz uderzał w dach niepokojąco mocno.
Co robić? Jaką podjąć decyzję? Kiedy jest się zdanym tylko na siebie, pewne sytuacje piętrzą się problemami prawie nie do pokonania. Działać, odpowiedział sam sobie. Działać, aby zagłuszyć ten denerwujący głos obowiązku. Jeszcze tylko kilka godzin i porządek rzeczy znacznie się uprości.
Sehir wszedł do domu i z zadowoleniem. A kiedy zachwiał się z braku sił, ona znów podała mu swoje ramię. Przez dłuższą chwilę stali tak, czerpiąc odwagę z wzajemnej bliskości, po czym chłopak spojrzał nagle w jaśniejące niebo. W jakiś niewytłumaczalny sposób wiedział, że ten metalowy intruz przybył właśnie stamtąd. Że stworzono go pośród gorejących nocą gwiazd. Że dla osiedla rozpoczął się nowy etap jego historii, a ludzie stanęli na początku długiej drogi, której kres był wielką niewiadomą. I nagle pojawił się w Sehirze niepokój związany z natarczywą myślą dotyczącą Legendy. Czy odnosząc zwycięstwo nad Szybownikami, przypadkowo nie zbezcześcił znaku danego luziom przez Wybawiciela? Przecież w żadnym swoim wersie Legenda nie mówiła o tym, że ktoś taki narodzi się w osiedlu. Czymkolwiek jednak był ten roztrzaskany przedmiot, Sehir wiedział, że coś wkrótce m u s i się wydarzyć.
Przeczucie nie myliło chłopaka. Kilka godzin wcześniej, w stronę warującego na peryferiach systemu gwiezdnego olbrzymiego krążownika, jednej z niewielu jednostek ocalałych z Tysiącletniej Wojny Galaktycznej, pomknął meldunek od pilota-zwiadowcy:


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 14 15 16 17 18 10277 10278 10279