Tym lepiej Sehir poczuł delikatne mrowienie w całym ciele. Przez dach, który nie był już przeszkodą dla jego zmysłów, zobaczył niebo pełne gwiazd. Tysiące brylantów rozsypanych na czarnej drodze. Ich blask miał jednakże dziś w sobie coś niepokojącego.
Ze swojego stanowiska Sehir widział coraz większe prześwity w chmarze ciał. Musiał wykorzystać tę szansę. Wysłał strumień energii witalnej w kierunku pozostałych bilokatorów naraz.
I nagle strzeliły błyskawice. Szybownicy zaatakowali pierwszego strażnika. Chłopak szybko wycofał się ze swoją świadomością na drugą, a potem na trzecią linię obrony. Oceniał ustawienie oddziału. Na razie z łatwością przeskakiwał pomiędzy bilokatorami. Miał dużo dróg manewrowych i nie groziło mu żadne niebezpieczeństwo.
Osadę otoczono niewysoką palisadą, ale to, co naprawdę jej zagrażało, wcale nie kroczyło po ziemi. Dlateg też, w mniemaniu mieszkańców, o wiele bardziej skuteczną formą obrony były wbite w szczyt pali pochodnie oraz zawieszone nieco niżej, zdobione kolorową glazurą i rozpalane tuż przed zmierzchem, oliwne kaganki.
Sehir szedł dalej. Spojrzał teraz na cztery pary pylonów, rozmieszczonych na planie kwadratu tak, aby wskazywały główne kierunki świata. Według Legendy życie w osadzie miało trwać do momentu skruszenia chociaż jednego z tych misternie reliefowanych kamieni. Obiektywnie rzecz biorąc spoistość co najmniej dwóch budziła już od dawna uzasadnione obawy, że ich czas szybko dobiegał końca. Gdyby zależało to od Sehira, kazałby natychmiast wzmocnić kamienne bryły, lecz w grę znów wchodziła wszechobecna moc tradycji i już sam pomysł takiego ratowania pylonów Rada Wioski potraktowałaby jako herezję. Starzy woleli bezczynnie czekać i żywić swoją próżność jeszcze jedną wzmianką w Legendzie, która mówiła o Wybawicielu.
Człowiek ten miał przeciwstawić się siłom natury i poprowadzić ludzi ku bezpiecznym terenom. ak dotąd żaden Wódz nie potrafił tego dokonać, a i Tarsom zrezygnował z wyzwania dobrych kilka lat temu, kiedy stracił pięciu najlepszych myśliwych, wysłanych na bezsensownie daleki zwiad. Ale wiara w to, że exodus jednak nastąpi, trwała. Więc Sehir i jego najbliżsi, jako sukcesorzy kolejnej tradycji, walczyli i umierali za bezpieczeństwo osiedla.
Niebagatelnym utrudnieniem w tej heroicznej walce był fakt, że nadzwyczajne zdolności Rodziny nie mogły zostać przekazane żadnemu z osadników. Matka często opowiadała Sehirowi o takiej próbie, zakończonej makabryczną śmiercią jednego z adeptów. Dlatego też, aby zachować sukcesję mocy, Rodzina trwała w związkach kazirodczych, które kosztem coraz bardziej rachitycznego wyglądu następujących po sobie generacji, odpłacały się wzmocnieniem sił witalnych chłopaka postępowała jednak nadzwyczaj mozolnie. Powietrze nasycone aromatem ghehu miało zbyt małą skuteczność działania i czakry w zwolnionym tempie wypełniały się energią. Aby przyspieszyć ten proces ciało Sehira zapadło w letarg. iedługo później zostało z niego wyrwane.
Nie wiedział jakiego sposobu użyła Mersin, aby przywrócić mu zdolność postrzegania, ale szybko zrozumiał, że delikatność nie była jedynym atrybutem dziewczyny. Pod jej dotykiem poczuł eksplozję kolorów na ekranie powiek, a na podobieństwo echa w głębokiej studni, usłyszał słowa, które utonęły w szumie promieni wschodzącego słońca. Synestezja była jednym z objawów zbyt małego poziomu ghehu w organizmie.
Z pomocą Mersin przygotował wysokoenergetyczną miksturę i dopiero po jej spożyciu mógł stanąć na nogi. Niepewnym krokiem, podtrzymywany przez dziewczynę, poszedł na miejsce pogorzeliska po bitwie. Zgromadzony tam tłum - ciekawość przygnała chyba wszystkich z osiedla - debatował głośno i zawzięcie. Przeważała opcja zniszczenia czegoś, co skrywało się jeszcze życie!
Ludzie cofnęli się z trwogą. Tylko Mersin stanęła odważnie tuż za Sehirem. Przyjął jej bliskość z zadowoleniem wciągnął do płuc unoszący się w powietrzu. Ta zdolność była zarezerwowana jedynie dla Szybowników. Jednak najbardziej intrygujący fakt miał mijsce wtedy, gdy chłopak dotknął pancerza. Odpadła jedna z bocznych części tego urządzenia, odkrywając rząd kolorowych światełek. Ich pulsujący, pastelowy blask był groźny. Poranną ciszę zbrukał cichy szum działającego wewnętrznego mechanizmu.
W intruzie tliło się jeszcze życie!


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 19 20 21 22 23 10277 10278 10279