Sehir energicznie otworzył skrzynię, zdobioną kutym i cyzelowanym żelazem. Wieko zaskrzypiało. Ujrzał rząd flakoników ustawionych w równych szeregach. Matka lubiła porządek. Pomyślał, że jeszcze tak niedawno to ona otwierała i zamykała ten schowek. Pogładził dłonią po błyszczącej sztabie, szukając pozostałości śladu dotyku Coseny.
Mamo, czy podołam dzisiejszemu wyzwaniu?
Nie, nie dopuszczać do siebie negatywnych myśli. Żadnego zwątpienia. Umiem przecież wszystko to, co inni z Rodziny. Poza tym moje siły i refleks są wznakomitej formie. Dlatego jeszcze żyję.
Nalał do kamiennej czarki starannie odmierzoną porcję naparu i wypił ją jednym haustem. Był o krok od wprowadzenia się w pierwszą fazę półtransu. Zanim to nastąpiło, włożył dłoń do małej, drewnianej klatki, gdzie znajdował się wiecznie głodny gad.
Dał się ukąsić dwukrotnie. Jad tego stworzenia pozwalał na bardziej zrównoważone wchłanianie się ghehu do organizmu.
Sehir otworzył teraz cztery kadzie umieszczone po jednej w każdym z rogów pokoju. Aromat przyprawiający o torsje ulatniał się z nich skondensowanymi falami. Chłopak zaczął nucić ponurą pieśń. Usiadł, aby przygotować ciało astralne do wzmożonego wysiłku energetycznego. Tu miała swój początek medytacja.
Mikstura i jad rozpełzły się w krwiobiegu. Sehir poczuł nagle ciężar samotności. Poddany ponurym myślom nawet nie zauważył, jak znalazł się w wiosce.
Już całkiem blisko, od strony wschodniego masywu, dał się słyszeć przeciągły grzmot. Spomiędzy chat odpowiedział mu donośny śmiech dzieci. Kilkoro z nich podbiegło do Sehira, lecz respektując ostrzeżenia rodziców, nie zbliżyły się jednak na odległość mniejszą niż kilka metrów. Jakby w obawie, że stanowił on źródło zaraźliwej, nieuleczalnej choroby. Chłopak już dawno przestał zwracać na to uwagę, jednakże dziś, przy tak znacznej kumulacji nieprzyjemnych zdarzeń, ten fakt kłuł nieco boleśniej.
– Przepowiesz pogodę? – spytał rezolutnie najmłodszy z grupy. Odważnie wyszedł o krok przed szereg swoich kolegów. Ale tylko o krok.
- Spadnie wielka ulewa – odpowiedziała zbyt pewnie i szybko, aby było to prawdą. Zrobiła jednak krok naprzód i przykucnęła blisko ognia. W zamyśleniu patrzyła na skaczące płomienie, jakby na coś czekała. Sehir nie wiedział, co ma zrobić. Upływały pełne napięcia, nieskończenie długie chwile. Tylko gheh żwawo wirował nad paleniskiem.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 215 216 217 218 219 10277 10278 10279