Przeczucie nie myliło chłopaka. Kilka godzin wcześniej, w stronę warującego na peryferiach systemu gwiezdnego olbrzymiego krążownika, jednej z niewielu jednostek ocalałych z Tysiącletniej Wojny Galaktycznej, pomknął meldunek od pilota-zwiadowcy:
– Strata sondy w strefie równikowej megakontynentu. Ponawiam sekwencyjną eksplorację terenu. Do czasu zakończenia misji, należy pozostać poza Układem. Koniec przekazu.
Mersin dostrzegła TO, jako pierwsza. Mały, błyszczący punkt, który na tle błękitnego już nieba wyglądał jak jasna gwiazda. A potem od tej gwiazdy oderwał się puszysty ogon smugi kondensacyjnej. Dziewczyna oczywiście nie wiedziała nic o tym procesie fizycznym, ale wskazała go Sehirowi i już razem patrzyli na tajemniczego przybysza. Do obserwacji dołączyli się zaraz inni mieszkańcy wiski.
Sonda manewrowała w atmosferze. Początkowo zdawało się, że niemal w jednej chwili pokonała ponad połowę odległości pomiędzy grupą a miejscem, w którym została zauważona. Sehir poczuł lekkie zawroty głowy i nadciągającą falę osłabienia, napływającą gdzieś z wnętrza brzucha. Jedna z czakr domagała się posiłku. Nie było już szans na obcowanie z duchem matki. Chłopak obiecał jednak Cosenie, że żałobny ceremoniał wypełni przez następnych dziesięć dni.
Sięgnął po przytroczony do paska woreczek i wyciągnął z niego szczyptę sproszkowanej łodygi chwastu o nazwie gheh. Gheh miał paskudnie gorzki smak, ale jego działanie stymulowało witalne siły. Chłopak z trudem przełknął tę odrobinę proszku i po chwili zastanowienia podjął decyzję o powrocie do domu.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 25 26 27 28 29 10277 10278 10279