Cmentarz usytuowany był na lekkim wzniesieniu, skąd Sehir miał doskonały widok na całą wioskę. Czterdzieści domostw zbudowanych na stosunkowo niewielkim terenie. Chaty sprawiały wrażenie tulących się do siebie, jakby w nadziei, że ten szyk zapewni im bezpieczeństwo.
Przeskok świadomości odbywa się na dwa sposoby: pomiędzy najbliższymi bilokatorami,albo poprzez powrót do ciała na dachu i dopiero stamtąd, wzdłuż linii energii, do kolejnego bilokatora. Trwa to dłużej, ale jest pewniejsze, bo można ocenić potencjał energetyczny ciała astralnego. Przesiadka w ciało znajdujące się na skraju wyczerpania, które zostaje trafione bezpośrednim uderzeniem błyskawicy, kończy się tragicznie. Czasami jednak o powodzeniu akcji decydują ułamki sekund i dlatego trzeba podejmować ryzyko szybkości. Właśnie taką rzecz zrobiła wczorajszej nocy Cosena.
Atakujący, niczym ogromna chmura, zawiśli nad pierwszym bilokatorem, zawzięcie śląc w dół swoje błyskawice. Ten fakt zawsze intrygował Sehira. Dlaczego, samemu stroniąc od światła, Nocni Szybownicy wytwarzali je w takiej ilości? To było masowe samobójstwo, które jednak nie hamowało impetu ataku.
Gwałtowność natarcia była porażająca. Kilkadziesiąt świetlnych macek dosięgło jednocześnie pierwszego obrońcy. Zdawało się, że manewry Szybowników nie były obliczone na atak, ale na... ucieczkę. Mimo to chłopak nie pozwolił sobie luksusu dekoncentracji.
Szum skrzydeł słychać już było coraz wyraźniej. Złowrogie echo dochodziło do Sehira, spotęgowane przez telereceptory wszystkich bilokatorów naraz.
I nagle strzeliły błyskawice. Szybownicy zniżali pułap, aby zająć pozycję umożliwiającą skuteczne uderzenie. Sehir przyjął ten manewr ze spokojem. Z jego ciała wyrywała się świadomość, nieustannie badając i analizując ruchy stada napastników. Nie było tu żadnego elementu zaskoczenia. Atak miał nastąpić, tak jak i dziesiątki poprzednich, tylko z jednego kierunku, co znacznie ułatwiało strategię obrony.
Nadlatująca grupa była dziś jednak bardziej rozległa. Mocarne uderzenia skrzydeł, wzbijały sponad pustyni tumany piasku. Sehir potrafił już rozróżnić poszczególne echa, układając z nich znajomy obraz przeciwnika. Krótki, mocny tułów i sprężysta szyja zwieńczona dziwną naroślą, która można było przyjąć za głowę. Od strony brzucha sterczał natomiast narząd wytwarzający błyskawice.
Wtedy zaczęły niknąć gwiazdy na firmamencie. To zjawisko chłopak widział już wielokrotnie, ale różnica polegała na tym, że teraz gwiazy ginęły na przerażająco wielkim obszarze nieboskłonu. Liczebność Nocnych Szybowników szła dziś w setki! Nie będzie łatwo rozbić atakujących tak, aby ominęli osiedle. Sehir potrzebował czegoś więcej niż szczęścia, do przetrwania tej nocy. Lecz nagle, w nadciągającej masie ciał, wyczuł jakiś niespotykany wcześniej chaos. Zdawało się, że niemal w jednej chwili pokonała ponad połowę odległości pomiędzy grupą a miejscem, w którym została zauważona. Sehir poczuł na karku dreszcz strachu. Nawet Szybownicy nie potrafili tak błyskawicznie nurkować.
Tarsom krzyknął ostrzegawczo i ludzie zaczęli uciekać. Ale ten krzyk spowodował, że Sehir przestał się bać. Mocniej ścisnął dłoń Mersin, dając jej znak, że powinni zostać na miejscu. To oni przecież byli tu gospodarzami. I przybysze musieli respektować i c h prawa.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 26 27 28 29 30 10277 10278 10279