Przed wejściem, w strugach hałaśliwego deszczu, stała Mersin, a mokre ubranie oklejało ją niczym druga skóra. Dzięki temu wydała się Sehirowi nawet ponętniejsza niż wtedy, gdy podglądał jej kąpiel w rzece. Chłopak poczuł budzące się w nim podniecenie i jednocześnie odegrać się na Tarsomie tak, aby ten poczuł dotkliwość swojej porażki. To były obecne marzenia Sehira.
Już wiedział, że dziś musi stawić czoła Szybownikom. Po części dla siebie, po części dla niej.
Myśli o następnym dniu i jego przykrych konsekwencjach wiązanych z pracą fizyczną odeszły w kąt. Radykalizm niedawno przyjętych zasad trzasnął jak suchy patyk. Sehir nie martwił się tym zbytnio.
Pogładził plecy dziewczyny i trochę dłużej zatrzymał się czas. Noc znów była nocą.
I coś pojawiło się między Szybownikami, których część zaniechała ataku i rozpierzchła się na boki, omijając osiedle szerokim łukiem.
Zbliżające się echo było zupełnie inne. Parło naprzód jak taran. Potężne, cięższe, dudniące. Nie charakteryzowały go żadne gwałtowne zmiany. Dookoła niego natomiast był chaos ech pochodzących od reszty Szybowników.
Ale istniał jeszcze jeden grób. Chłopak szybko wycofał się ze swoją świadomością na drugą, a potem na trzecią linię obrony. Oceniał ustawienie oddziału. Na razie z łatwością przeskakiwał pomiędzy bilokatorami. Miał dużo dróg manewrowych i nie groziło mu żadne niebezpieczeństwo.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 3593 3594 3595 3596 3597 10277 10278 10279