Pierwszy strażnik nie zdążył upolować zbyt wielu ofiar, a Szybownicy łakomie rzucili się naprzód, choć impet ich ataku nieznacznie zmalał, bo musieli pokonać teraz dwóch obrońców, którzy odsyłali potężne słupy zaporowej energii.
Pomiędzy niebem a ziemią rozciągnięto kurtynę światła.
Lecz i ta część pojedynku nie trwała tak długo, jakby tego sobie życzył Sehir. Wkrótce dwójka bilokatorów zostaa zmiażdżona. Chłopak nie spodziewał się niczego innego. Ale w niektórych miejscach czarnej nawałnicy pojawiły się wyrwy, poprzez które widać było gwiazdy.
A więc potrafił dokonać tego samodzielnie! Niszczył atakujące bestie tuzinami, nie nadwerężając jeszcze zbyt mocno rezerw energetycznych spoczywających w czakrach. Zbierał swoje żniwo zadziwiająco łatwo. Zaczął wierzyć w zwycięstwo.
Szybownicy znów skoczyli naprzód. Ten atak był potężniejszy niż poprzednie, ale Sehir widział coraz większe prześwity w chmarze ciał. Musiał wykorzystać tę szansę. Wysłał strumień energii witalnej w kierunku pozostałych bilokatorów - dawkę tak dużą, że na chwilę serce chłopaka wstrzymało pracę. Gra była jednak warta poświęcenia. Obrońcy wyrządzali bestiom naprawdę wielka, a konsekwencją jej użycia miał być kilkugodzinny letarg. Ale w tym przypadku nie było dla Sehira alternatywy wyboru. Szybko opróżnił więc półlitrową bez mała czarkę.
Chłopak zaczął się rozbierać. Ucisk ubrania potrafił w zbyt dużym stopniu wpłynąć na odczyty psycho-fizycznej więzi pomiędzy Serirem, a bilokatorami. Gdy reakcja zaczęła nabierać tempa, wyszedł na dach. Ułożył się wygodnie na wilgotnym legowisku. Zwrócił twarz ku niebu, oczekując na pierwsze rozczepienie.
Poczuł ból, jakby nakłuwano go mnóstwem rozgrzanych igieł, a potem trans nagle się pogłębił i w świadomości Sehira zapadł ciemność.
Kiedy się ocknął, otaczało go piętnaście mglistych postaci, które lewitując czekały na polecenia. Liczebność oddziału wydawała się być wystarczająca, lecz podział energii do podjęcia i kontynuowania przez nich wali stwarzał już nieco więcej problemów.
Moi wojownicy, pomyślał Sehir z czułością patrząc na jarzące się blado kontury bilokatorów. Ilu z nich stracę? Ilu z nich trzeba będzie poświęcić? Czy w ogóle któryś z nich ocaleje?
Szybownicy, skryci za całunem nocy, byli jeszcze daleko, ale linie obrony należało rozstawić jak najszybciej. Pierwsze słabe echa nadciągającego przeciwnika zostały odebrane przez wyczulone receptory widmowego oddziału.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 35 36 37 38 39 10277 10278 10279
Pomiędzy niebem a ziemią rozciągnięto kurtynę światła.
Lecz i ta część pojedynku nie trwała tak długo, jakby tego sobie życzył Sehir. Wkrótce dwójka bilokatorów zostaa zmiażdżona. Chłopak nie spodziewał się niczego innego. Ale w niektórych miejscach czarnej nawałnicy pojawiły się wyrwy, poprzez które widać było gwiazdy.
A więc potrafił dokonać tego samodzielnie! Niszczył atakujące bestie tuzinami, nie nadwerężając jeszcze zbyt mocno rezerw energetycznych spoczywających w czakrach. Zbierał swoje żniwo zadziwiająco łatwo. Zaczął wierzyć w zwycięstwo.
Szybownicy znów skoczyli naprzód. Ten atak był potężniejszy niż poprzednie, ale Sehir widział coraz większe prześwity w chmarze ciał. Musiał wykorzystać tę szansę. Wysłał strumień energii witalnej w kierunku pozostałych bilokatorów - dawkę tak dużą, że na chwilę serce chłopaka wstrzymało pracę. Gra była jednak warta poświęcenia. Obrońcy wyrządzali bestiom naprawdę wielka, a konsekwencją jej użycia miał być kilkugodzinny letarg. Ale w tym przypadku nie było dla Sehira alternatywy wyboru. Szybko opróżnił więc półlitrową bez mała czarkę.
Chłopak zaczął się rozbierać. Ucisk ubrania potrafił w zbyt dużym stopniu wpłynąć na odczyty psycho-fizycznej więzi pomiędzy Serirem, a bilokatorami. Gdy reakcja zaczęła nabierać tempa, wyszedł na dach. Ułożył się wygodnie na wilgotnym legowisku. Zwrócił twarz ku niebu, oczekując na pierwsze rozczepienie.
Poczuł ból, jakby nakłuwano go mnóstwem rozgrzanych igieł, a potem trans nagle się pogłębił i w świadomości Sehira zapadł ciemność.
Kiedy się ocknął, otaczało go piętnaście mglistych postaci, które lewitując czekały na polecenia. Liczebność oddziału wydawała się być wystarczająca, lecz podział energii do podjęcia i kontynuowania przez nich wali stwarzał już nieco więcej problemów.
Moi wojownicy, pomyślał Sehir z czułością patrząc na jarzące się blado kontury bilokatorów. Ilu z nich stracę? Ilu z nich trzeba będzie poświęcić? Czy w ogóle któryś z nich ocaleje?
Szybownicy, skryci za całunem nocy, byli jeszcze daleko, ale linie obrony należało rozstawić jak najszybciej. Pierwsze słabe echa nadciągającego przeciwnika zostały odebrane przez wyczulone receptory widmowego oddziału.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 35 36 37 38 39 10277 10278 10279
Opowiadania - strona główna
– Mów.
&...
Nalał do kamiennej ...
Sehir poczuł, jak j...
Dość, dość. Czas pł...
...
Mersin nie zauważał...
– Wystarczy, ...
Sehir, poprzez nies...
– Trochę więc...
W tym samym czasie ...
Niecały tysiąc kilo...
Przeskok świadomośc...
Pierwszy strażnik n...
Ze swojego stanowis...
Mamo, czy podołam d...
– Czemu n a p...
Mersin dostrzegła T...
Szybownicy pojawial...
Lecz i ta część poj...
Wszystkie teksty
– Mów.
&...
Nalał do kamiennej ...
Sehir poczuł, jak j...
Dość, dość. Czas pł...
...
Mersin nie zauważał...
– Wystarczy, ...
Sehir, poprzez nies...
– Trochę więc...
W tym samym czasie ...
Niecały tysiąc kilo...
Przeskok świadomośc...
Pierwszy strażnik n...
Ze swojego stanowis...
Mamo, czy podołam d...
– Czemu n a p...
Mersin dostrzegła T...
Szybownicy pojawial...
Lecz i ta część poj...
Wszystkie teksty