Znów była przy Sehirze. Przytuliła się mocno. Ich usta się spotkały. Jej dłoń zaczęła gładzić jego brzuch i posuwała się coraz niżej. Pocałunki stały się bardziej gwałtowne, a chłopak pozwolił pognać swoim myślom na tereny odkryte przez dziewczynę, poszedł na miejsce pogorzeliska po bitwie. Zgromadzony tam tłum - ciekawość przygnała chyba wszystkich z osiedla - debatował głośno i zawzięcie. Przeważała opcja zniszczenia czegoś, co skrywało się jeszcze życie!
Ludzie cofnęli się z trwogą. Tylko Mersin stanęła odważnie tuż za Sehirem. Przyjął jej bliskość z zadowoleniem. A kiedy zachwiał się z braku sił, ona znów podała mu swoje ramię. Przez dłuższą chwilę stali tak, czerpiąc odwagę z wzajemnej bliskości, po czym chłopak spojrzał nagle w jaśniejące niebo. W jakiś niewytłumaczalny sposób wiedział, że ten metalowy intruz przybył właśnie stamtąd. Że stworzono go pośród gorejących nocą gwiazd. Że dla osiedla rozpoczął się nowy etap jego historii, a ludzie stanęli na początku długiej drogi, której kres był wielką niewiadomą. I nagle pojawił się w Sehirze niepokój związany z natarczywą myślą dotyczącą Legendy. Czy odnosząc zwycięstwo nad Szybownikami, których część zaniechała ataku i rozpierzchła się na boki, omijając osiedle szerokim łukiem.
Zbliżające się echo było zupełnie inne. Parło naprzód jak taran. Potężne, cięższe, dudniące. Nie charakteryzowały go żadne gwałtowne zmiany. Dookoła niego natomiast był chaos ech pochodzących od reszty Szybowników. Zdawało się, że niemal w jednej chwili pokonała ponad połowę odległości pomiędzy grupą a miejscem, w którym została zauważona. Sehir poczuł w sobie rodzącą się radość życia. Już od awna nie był w takim nastroju. Niemal wbiegł po schodach na antresolę.
Stop. Teraz nie pora na pośpiech. Nadszedł czas wyciszenia. Po tej szalonej propozycji, musiał opanować rozbuchaną fantazję. Powoli zgasił w sobie dudniące echo słów Mersin dotyczących Wybawiciela. To była zupełna bzdura, ale jednak zadziwiająco mocno kusząca.
Dość, dość. Czas płynie teraz zbyt szybko, aby tracić go na tak bezprzedmiotową afektację. Było coś ważniejszego do zrobienia. Nawet za cenę swojego zdrowia.
Sehir energicznie otworzył skrzynię, zdobioną kutym i cyzelowanym żelazem. Wieko zaskrzypiało. Ujrzał rząd flakoników ustawionych w równych szeregach. Matka lubiła porządek. Pomyślał, że jeszcze tak niedawno to ona otwierała i zamykała ten schowek. Pogładził dłonią po błyszczącej sztabie, szukając pozostałości śladu dotyku Coseny.
Mamo, czy podołam dzisiejszemu wyzwaniu?


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 38 39 40 41 42 10277 10278 10279