Nie, nie dopuszczać do siebie negatywnych myśli. Żadnego zwątpienia. Umiem przecież wszystko to, co inni z Rodziny. Poza tym moje siły i refleks są wznakomitej formie. Dlatego jeszcze żyję.
Nalał do kamiennej czarki starannie odmierzoną porcję naparu i wypił ją jednym haustem. Był o krok od wprowadzenia się w pierwszą fazę półtransu. Zanim to nastąpiło, włożył dłoń do małej, drewnianej klatki, gdzie znajdował się wiecznie głodny gad.
Dał się ukąsić dwukrotnie. Jad tego stworzenia pozwalał na bardziej zrównoważone wchłanianie się ghehu do organizmu.
Sehir otworzył teraz cztery kadzie umieszczone po jednej w każdym z rogów pokoju. Aromat przyprawiający o torsje ulatniał się z nich skondensowanymi falami. Chłopak zaczął się rozbierać. Ucisk ubrania potrafił w zbyt dużym stopniu wpłynąć na odczyty psycho-fizycznej więzi pomiędzy Serirem, a bilokatorami. Miał dużo dróg manewrowych i nie groziło mu żadne niebezpieczeństwo.
Osadę otoczono niewysoką palisadą, ale to, co naprawdę jej zagrażało, wcale nie kroczyło po ziemi. Dlateg też, w mniemaniu mieszkańców, o wiele bardziej skuteczną formą obrony były wbite w szczyt pali pochodnie oraz zawieszone nieco niżej, zdobione kolorową glazurą i rozpalane tuż przed zmierzchem, oliwne kaganki.
Sehir szedł dalej. Spojrzał teraz na cztery pary pylonów, rozmieszczonych na planie kwadratu tak, aby wskazywały główne kierunki świata. Według Legendy życie w osadzie miało trwać do momentu skruszenia chociaż jednego z tych misternie reliefowanych kamieni. Obiektywnie rzecz biorąc spoistość co najmniej dwóch budziła już od dawna uzasadnione obawy, że ich czas szybko dobiegał końca. Gdyby zależało to od Sehira, kazałby natychmiast wzmocnić kamienne bryły, lecz w grę znów wchodziła wszechobecna moc tradycji i już sam pomysł takiego ratowania pylonów Rada Wioski potraktowałaby jako herezję. Starzy woleli bezczynnie czekać i żywić swoją próżność jeszcze jedną wzmianką w Legendzie, która mówiła o Wybawicielu.
Człowiek ten miał przeciwstawić się siłom natury i poprowadzić ludzi ku bezpiecznym terenom. ak dotąd żaden Wódz nie potrafił tego dokonać, a i Tarsom zrezygnował z wyzwania dobrych kilka lat temu, kiedy stracił pięciu najlepszych myśliwych, wysłanych na bezsensownie daleki zwiad. Ale wiara w to, że exodus jednak nastąpi, trwała. Więc Sehir i jego najbliżsi, jako sukcesorzy kolejnej tradycji, walczyli i umierali za bezpieczeństwo osiedla.
Niebagatelnym utrudnieniem w tej heroicznej walce był fakt, że nadzwyczajne zdolności Rodziny nie mogły zostać przekazane żadnemu z osadników. Matka często opowiadała Sehirowi o takiej próbie, zakończonej makabryczną śmiercią jednego z adeptów. Dlatego też, aby zachować sukcesję mocy, Rodzina trwała w związkach kazirodczych, które kosztem coraz bardziej natarczywe szepty. Ta otwarta demonstracja niechęci współplemieńców do wszystkiego, co wiązało się z Rodziną, była dziś szczególnie denerwująca, ale chłopak zdusił w sobie narastający gniew. Udało mu się zapanować nad świadomością tego, że licznie przybyłą na cmentarz gawiedzią kierował jedynie szacunek dla tradycji, a nie zwykłe współczucie. Pozwolił natomiast wypłynąć satysfakcjonującym go myślom,że zbyt długa celebracja pochówku drażniła zebranych, którzy oczekiwali na podziękowanie za uczestnictwo w ostatniej drodze Coseny.
Dając upust swojej złośliwości Sehir miał chęć na kolejną modlitwę, ale przypomniał sobie to, czego uczyła go matka, i zmienił zamiar. Skłonił głowę najpierw przed Wodzem, a potem, już ogólnie, przed całym zgromadzeniem delegatów rodzin. Ludzie natychmiast odwzajemnili jego gest i w pośpiechu zaczęli odchodzić. Atmosfera podszytej fałszem powagi i sztucznie okazywanej żałoby ulotniła się w okamgnieniu.
W samotności Sehir poczuł się nieco lepiej. Spojrzał na groby ojca i dwóch swoich sióstr. Wspomnienie Tei - najmłodszej z Rodziny - z którą planował wspólne potomstwo, bolało szczególnie mocno.
Mogiły ciasno przylegały do siebie, ale miejsce wiecznego spoczynku Coseny usytuowano nieco z boku, przezornie zostawiając przestrzeń na jeszcze jeden sposób. Mógł przenocować Mersin u siebie. Obrona domu przed Szybownikami.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 55 56 57 58 59 10277 10278 10279