Sehir jeszcze nigdy nie spotkał tak wielkiej bryły metalu. Nie wyobrażał sobie, że metal może swobodnie unosić się w powietrzu. Ta zdolność była zarezerwowana jedynie dla Szybowników. Jednak najbardziej intrygujący fakt miał mijsce wtedy, gdy chłopak dotknął pancerza. Odpadła jedna z bocznych części tego urządzenia, odkrywając rząd kolorowych światełek. Ich pulsujący, pastelowy blask był groźny. Poranną ciszę zbrukał cichy szum działającego wewnętrznego mechanizmu.
W intruzie tliło się jeszcze życie!
Ludzie cofnęli się z trwogą. Tylko Mersin stanęła odważnie tuż za Sehirem. Przyjął jej bliskość z zadowoleniem. A kiedy zachwiał się z braku sił, ona znów podała mu swoje ramię. Przez dłuższą chwilę stali tak, czerpiąc odwagę z wzajemnej bliskości, po czym chłopak spojrzał nagle w jaśniejące niebo. W jakiś niewytłumaczalny sposób wiedział, że tu jesteś.
– Gdyb wiedział – powtórzyła tajemniczo, patrząc odważnie w oczy Sehira. Zaczęła delikatnie drżeć na całym ciele. Z włosów spływały na jej ramiona strużki wody.
– Przyniosę ci suche ubranie – zaproponował. – I zaraz rozpalę ogień.
Podziękowała mu promiennym, szczerym uśmiechem. Sehir dostrzegł nowy wymiar jej urody. Mersin była naprawdę śliczna. I znacznie bardziej rozwinięta fizycznie niż Tea.
– Bardzo mi przykro, że zostałeś sam – powiedziała, gdy szukał dla niej okrycia w rzeczach matki. - Co teraz zrobisz?
– Kiedy?


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 57 58 59 60 61 10277 10278 10279