Wykorzystując zapatrzenie Sehira, Wódz skinął nań władczym ruchem ręki. Chłopak demonstracyjnie powoli zbliżył się do intruza. Czuł się jak łowca sięgający po swoje trofeum. Po najważniejsze żniwo swojego życia. Wszelkie rozmowy dookoła nagle ucichły.
Wypadkowa sił działających na przedmiot w trakcie walki spowodowała, że wbił się on w ziemię pod ostrym kątem. Część stercząca nad gruntem miała wysokość niecałego metra. Matowy, szary kadłub oznakowano tajemniczymi symbolami, które w znacznej części strawił ogień. Z boków konstrukcji sterczały połamane metalowe pręty i wygięte ożebrowanie.
Sehir jeszcze nigdy nie spotkał tak wielkiej bryły metalu. Nie wyobrażał sobie, że metal może swobodnie unosić się w powietrzu. Ta zdolność była zarezerwowana jedynie dla Szybowników. Jednak najbardziej intrygujący fakt miał mijsce wtedy, gdy chłopak dotknął pancerza. Odpadła jedna z bocznych części tego urządzenia, odkrywając rząd kolorowych światełek. Ich pulsujący, pastelowy blask był groźny. Poranną ciszę zbrukał cichy szum działającego wewnętrznego mechanizmu.
W intruzie tliło się jeszcze przed wzrokiem Sehira. Ale cokolwiek to było, wzbudzało w ludziach prawdziwie głęboki strach.
Spoglądając na przepełnione niepewnością oblicza chłopak poczuł satysfakcję i pogardę jednocześnie. Potem, w miarę oddalania się, poszczególne jednostki uzyskiwały coraz większą autonomię operacyjną. Sehir łączył się z nimi tylko na zasadzie minimalnej wymiany świadomości. Był gotowy do starcia.
Rozmieścił wojowników w standardowym szyku trójkątnym, którego podstawę stanowiła usytuowana na granicy doliny linia pięciu obrońców. Wzrokiem pierwszego bilokatora, znacznie wysuniętego przed ogniste transzeje, Sehir starał się przeniknąć rzez noc. Używał też innych zmysłów.
Od strony pustyni zbliżała się skumulowana fala ruchu, a jej prędkość rosła nieustannie. Szybownicy zniżali pułap, aby zająć pozycję umożliwiającą skuteczne uderzenie. Sehir przyjął ten manewr ze spokojem. Z jego ciała wyrywała się świadomość, nieustannie badając i analizując ruchy stada napastników. Nie było tu żadnego elementu zaskoczenia. Atak miał nastąpić, tak jak i dziesiątki poprzednich, tylko z jednego kierunku, co znacznie ułatwiało strategię obrony.
Nadlatująca grupa była dziś jednak bardziej rozległa. Mocarne uderzenia skrzydeł, wzbijały sponad pustyni tumany piasku. Sehir potrafił już rozróżnić poszczególne echa, układając z nich znajomy obraz przeciwnika. Krótki, mocny tułów i sprężysta szyja zwieńczona dziwną naroślą, która można było przyjąć za głowę. Od strony brzucha sterczał natomiast narząd wytwarzający błyskawice.
Wtedy zaczęły niknąć gwiazdy na firmamencie. To zjawisko chłopak widział już wielokrotnie, ale różnica polegała na tym, że teraz gwiazy ginęły na przerażająco wielkim obszarze nieboskłonu. Liczebność Nocnych Szybowników szła dziś w setki! Nie będzie łatwo rozbić atakujących tak, aby ominęli osiedle. Sehir potrzebował czegoś więcej niż szczęścia, do przetrwania tej nocy. Lecz nagle, w nadciągającej masie ciał, wyczuł jakiś niespotykany wcześniej chaos. Zdawało się, że przeleci wysoko ponad głowami Sehira i Mersin, w kabinie rozświetlanej leiwym blaskiem konsolet, pilot przyjął ten nieoczekiwany meldunek zupełnie spokojnie. A potem smukła dłoń o czterech mackach zaprogramowała nowy algorytm stereotypu badań. Przed obliczem istoty zdolnej widzieć w spektrum elektromagnetycznym od bliskiego ultrafioletu do bliskiej podczerwieni pojawił się holograficzny obraz dwojga humanoidówpojrzał w niebo, oceniając sytuację. Wiatr przegna chmury stosunkowo szybko. Za trzy godziny zajdzie słońce. Za sześć, siedem godzin nadlecą Szybownicy. I wtedy wszystko się rozstrzygnie.
Szybownicy pojawiali się nad osadą tylko podczas bezksiężycowych nocy, a te w trójkowej sekwencji powtarzały się co dwa tygodnie. Najbliższa noc miała być ostatnią z serii, ale to właśnie podczas niej następowały najbardziej zaciekłe ataki.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 61 62 63 64 65 10277 10278 10279