Sehir wszedł na schody prowadzące na poddasze. Jedyny sposób, aby nie ulec pokusie przygotowań, to zniszczyć wszystkie zapasy esencji ghehu. Rozgnieść, rozbić, pokruszyć
Matko, wybacz mi. Muszę roztrwonić plon twojej pracy, abym mógł żyć. Samotna walka z Szybownikami nie była problemem. Problemem natomiast byłby dzień następny i rozjuszony, gotowy na wszystko Tarsom. Konfrontacji sam na sam ze starym Sehir się nie obawiał, ale walka przeciwko całej wiosce stanowiła już znaczne wyzwanie. A chłopak nie miał żadnych wątpliwości, że Wódz zaprzągłby do tego konfliktu wszystko, czym dyspnował. Nie. Zdecydowanie lepiej było zagrać na zwłokę i poszukać rozwiązania w mniej drastyczny sposób. Zdać się na upływ czasu i raz jeszcze podjąć trud nocnej walki.
Chyba, że… przecież nie było już nikogo, kto mógłby zabronić bilokatorowi wizyty u Tarsoma. Rozważając na poważnie taką możliwość, Sehir natychmiast zadał sobie pytanie, czy umiałby tak po prostu bezwzględnie zabić?
– Seh! – usłyszał natarczywy głos Mersin. – To tak mnie pragniesz?
Dopiero teraz dostrzegł swoją bierność. Rozdarty walką pomiędzy szaleństwem a rozsądkiem, przez długą chwilę przyglądał się dziewczynie. Była taka prześliczna i mógł z nią zrobić wszystko. Nie chciał tego stracić. W grę weszła odrobina egoizmu. Mieć Mersin wyłącznie dla siebie, tulić ją co noc i jednocześnie odegrać się na Tarsomie tak, aby ten poczuł dotkliwość swojej porażki. To były obecne marzenia Sehira.
Już wiedział, że dziś musi stawić czoła Szybownikom. Po części dla siebie, po części dla niej.
Myśli o następnym dniu i jego przykrych konsekwencjach wiązanych z pracą fizyczną odeszły w kąt. Radykalizm niedawno przyjętych zasad trzasnął jak suchy patyk. Sehir nie martwił się tym zbytnio.
Pogładził plecy dziewczyny i trochę dłużej zatrzymał się czas. Noc znów była nocą.
I coś pojawiło się między Szybownikami, przypadkowo nie zbezcześcił znaku danego luziom przez Wybawiciela? Przecież w żadnym swoim wersie Legenda nie mówiła o tym, że ktoś taki narodzi się w osiedlu. Czymkolwiek jednak chcesz zrobić, bądź ostrożny. – Pocałowała go w usta, zabrała swoją sukienkę znad kominka i pospiesznie opuściła chatę. Sehir poczuł lekkie zawroty głowy i nadciągającą falę osłabienia, jednocześnie jego percepcja na bodźce znacząco wzrosła. Wyczuwał najdelikatniejsze zmiany ruchu powietrza poza domem. Delikatne, spokojne falowanie.
Chmury rozbiegły się i deszcz przestał padać. Dwięczny łomot kropel uderzających o dach zamilkł, jak ucięty nożem. Zrobiło się nieprzyjemnie cicho.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 62 63 64 65 66 10277 10278 10279
Matko, wybacz mi. Muszę roztrwonić plon twojej pracy, abym mógł żyć. Samotna walka z Szybownikami nie była problemem. Problemem natomiast byłby dzień następny i rozjuszony, gotowy na wszystko Tarsom. Konfrontacji sam na sam ze starym Sehir się nie obawiał, ale walka przeciwko całej wiosce stanowiła już znaczne wyzwanie. A chłopak nie miał żadnych wątpliwości, że Wódz zaprzągłby do tego konfliktu wszystko, czym dyspnował. Nie. Zdecydowanie lepiej było zagrać na zwłokę i poszukać rozwiązania w mniej drastyczny sposób. Zdać się na upływ czasu i raz jeszcze podjąć trud nocnej walki.
Chyba, że… przecież nie było już nikogo, kto mógłby zabronić bilokatorowi wizyty u Tarsoma. Rozważając na poważnie taką możliwość, Sehir natychmiast zadał sobie pytanie, czy umiałby tak po prostu bezwzględnie zabić?
– Seh! – usłyszał natarczywy głos Mersin. – To tak mnie pragniesz?
Dopiero teraz dostrzegł swoją bierność. Rozdarty walką pomiędzy szaleństwem a rozsądkiem, przez długą chwilę przyglądał się dziewczynie. Była taka prześliczna i mógł z nią zrobić wszystko. Nie chciał tego stracić. W grę weszła odrobina egoizmu. Mieć Mersin wyłącznie dla siebie, tulić ją co noc i jednocześnie odegrać się na Tarsomie tak, aby ten poczuł dotkliwość swojej porażki. To były obecne marzenia Sehira.
Już wiedział, że dziś musi stawić czoła Szybownikom. Po części dla siebie, po części dla niej.
Myśli o następnym dniu i jego przykrych konsekwencjach wiązanych z pracą fizyczną odeszły w kąt. Radykalizm niedawno przyjętych zasad trzasnął jak suchy patyk. Sehir nie martwił się tym zbytnio.
Pogładził plecy dziewczyny i trochę dłużej zatrzymał się czas. Noc znów była nocą.
I coś pojawiło się między Szybownikami, przypadkowo nie zbezcześcił znaku danego luziom przez Wybawiciela? Przecież w żadnym swoim wersie Legenda nie mówiła o tym, że ktoś taki narodzi się w osiedlu. Czymkolwiek jednak chcesz zrobić, bądź ostrożny. – Pocałowała go w usta, zabrała swoją sukienkę znad kominka i pospiesznie opuściła chatę. Sehir poczuł lekkie zawroty głowy i nadciągającą falę osłabienia, jednocześnie jego percepcja na bodźce znacząco wzrosła. Wyczuwał najdelikatniejsze zmiany ruchu powietrza poza domem. Delikatne, spokojne falowanie.
Chmury rozbiegły się i deszcz przestał padać. Dwięczny łomot kropel uderzających o dach zamilkł, jak ucięty nożem. Zrobiło się nieprzyjemnie cicho.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 62 63 64 65 66 10277 10278 10279
Opowiadania - strona główna
Pomiędzy niebem a z...
Sehir poczuł, jak j...
Sehir wzruszył oboj...
Sehir wycofał się n...
Pierwszy strażnik n...
Bestie uderzyły pon...
– Wcześniej b...
Sonda manewrowała w...
– Każde z nas...
– Skąd ta nag...
Tym lepiej Sehir po...
Mamo, czy podołam d...
Matko, wybacz mi. M...
W nieustannie rozsz...
...
Czwarty rząd zatrzy...
Na dworze lało jak ...
Sehir poczuł, jak j...
Czwarty rząd zatrzy...
Wszystkie teksty
Pomiędzy niebem a z...
Sehir poczuł, jak j...
Sehir wzruszył oboj...
Sehir wycofał się n...
Pierwszy strażnik n...
Bestie uderzyły pon...
– Wcześniej b...
Sonda manewrowała w...
– Każde z nas...
– Skąd ta nag...
Tym lepiej Sehir po...
Mamo, czy podołam d...
Matko, wybacz mi. M...
W nieustannie rozsz...
...
Czwarty rząd zatrzy...
Na dworze lało jak ...
Sehir poczuł, jak j...
Czwarty rząd zatrzy...
Wszystkie teksty