Sehir wycofał się na czwartą linię. Zastanawiał się, ile jeszcze czasu ma dać walczącemu, zanim zerwie łączącą ich nić pulsującej tkanki. Przygotowywał się już na ten nieunikniony ból, gdy dostrzegł, że świetlista postać, trafiona kolejnym atakiem, rozpływa się zbyt szybko.
Chłopak odłączył się w porę, bo unicestwienie bilokatora zabrałoby mu życie.
Pierwszy strażnik nie zdążył upolować zbyt wielu ofiar, a Szybownicy łakomie rzucili się naprzód, choć impet ich ataku nieznacznie zmalał, bo musieli pokonać teraz dwóch obrońców, którzy odsyłali potężne słupy zaporowej energii.
Pomiędzy niebem a ziemią rozciągnięto kurtynę światła.
Lecz i ta część pojedynku nie trwała tak długo, jakby tego sobie życzył Sehir. Wkrótce dwójka bilokatorów zostaa zmiażdżona. Chłopak nie spodziewał się niczego innego. Ale w niektórych miejscach czarnej nawałnicy pojawiły się wyrwy, poprzez które widać było gwiazdy.
A więc potrafił dokonać tego samodzielnie! Niszczył atakujące bestie tuzinami, nie nadwerężając jeszcze zbyt mocno rezerw energetycznych spoczywających w czakrach. Zbierał swoje żniwo zadziwiająco łatwo. Zaczął wierzyć w zwycięstwo.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 65 66 67 68 69 10277 10278 10279