Poczuł ból, jakby nakłuwano go mnóstwem rozgrzanych igieł, a potem trans nagle się pogłębił i w świadomości Sehira zapadł ciemność.
Kiedy się ocknął, otaczało go piętnaście mglistych postaci, które lewitując czekały na polecenia. Liczebność oddziału wydawała się być wystarczająca, lecz podział energii do podjęcia i kontynuowania przez nich wali stwarzał już nieco więcej problemów.
Moi wojownicy, pomyślał Sehir z czułością patrząc na jarzące się blado kontury bilokatorów. Ilu z nich stracę? Ilu z nich trzeba będzie poświęcić? Czy w ogóle któryś z nich ocaleje?
Szybownicy, skryci za całunem nocy, byli jeszcze daleko, ale linie obrony należało rozstawić jak najszybciej. Pierwsze słabe echa nadciągającego przeciwnika zostały odebrane przez wyczulone receptory widmowego oddziału.
Sehir pomyślał rozkaz i bilokatorzy popłynęli dziarsko przed siebie. Dopóki trzymali się w grupie, mógł kierować wszystkimi jednocześnie. Najbardziej uciezył go widok Tarsoma, wyraźnie zakłopotanego, starającego się odwlec czas konkretnej decyzji, której wszyscy od niego oczekiwali. Stary był tak pochłonięty swoim obecnym problemem, że całkowicie zignorował Sehira i towarzyszącą mu Mersin.
Chłopak przecisnął się przez tłum i demonstracyjnie powoli zbliżył się do intruza. Czuł się jak łowca sięgający po swoje trofeum. Po najważniejsze żniwo swojego życia. Wszelkie rozmowy dookoła nagle ucichły.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 68 69 70 71 72 10277 10278 10279