Kiedy się ocknął, otaczało go piętnaście mglistych postaci, które lewitując czekały na polecenia. Liczebność oddziału wydawała się być wystarczająca, lecz podział energii do podjęcia i kontynuowania przez nich wali stwarzał już nieco więcej problemów.
Moi wojownicy, pomyślał Sehir z czułością patrząc na jarzące się blado kontury bilokatorów. Ilu z nich stracę? Ilu z nich trzeba będzie poświęcić? Czy w ogóle któryś z nich ocaleje?
Szybownicy, skryci za całunem nocy, byli jeszcze daleko, ale linie obrony należało rozstawić jak najszybciej. Pierwsze słabe echa nadciągającego przeciwnika zostały odebrane przez wyczulone receptory widmowego oddziału.
Sehir pomyślał rozkaz i bilokatorzy popłynęli dziarsko przed siebie. Dopóki trzymali się w grupie, mógł kierować wszystkimi jednocześnie. Potem, w miarę oddalania się, poszczególne jednostki uzyskiwały coraz większą autonomię operacyjną. Sehir łączył się z nimi tylko na zasadzie minimalnej wymiany świadomości. Był gotowy do starcia.
Rozmieścił wojowników w standardowym szyku trójkątnym, którego podstawę stanowiła usytuowana na granicy doliny linia pięciu obrońców. Wzrokiem pierwszego bilokatora, znacznie wysuniętego przed ogniste transzeje, Sehir starał się przeniknąć rzez noc. Używał też innych zmysłów.
Od strony pustyni zbliżała się skumulowana fala ruchu, a jej prędkość rosła nieustannie. Szybownicy zaatakowali pierwszego strażnika. Chłopak szybko wycofał się ze swoją świadomością na drugą, a potem na trzecią linię obrony. Oceniał ustawienie oddziału. Na razie z łatwością przeskakiwał pomiędzy bilokatorami. Miał dużo dróg manewrowych i nie groziło mu żadne niebezpieczeństwo.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 722 723 724 725 726 10277 10278 10279