Sehir poczuł, jak jego ciało drażnią delikatne ukłucia wchłanianej i emitowanej przez strażnika mocy. Sprzężenie z bilokatorem przenosiło bodźce w dwie strony. Chłopak, w krótkim, sekundowym połączeniu, oddał mu część swojej energii.
Bestie uderzyły ponownie.
Sehir wycofał się na czwartą linię. Zastanawiał się, ile jeszcze czasu ma dać walczącemu, zanim zerwie łączącą ich nić pulsującej tkanki. Przygotowywał się już na ten nieunikniony ból, gdy dostrzegł, że świetlista postać, trafiona kolejnym atakiem, rozpływa się zbyt szybko.
Chłopak odłączył się w porę, bo unicestwienie bilokatora zabrałoby mu życie.
Pierwszy strażnik nie zdążył upolować zbyt wielu ofiar, a Szybownicy łakomie rzucili się naprzód, choć impet ich ataku nieznacznie zmalał, bo musieli pokonać teraz dwóch obrońców, którzy odsyłali potężne słupy zaporowej energii.
Pomiędzy niebem a ziemią rozciągnięto kurtynę światła.
Lecz i ta część pojedynku nie trwała tak długo, jakby tego sobie życzył Sehir. Wkrótce dwójka bilokatorów zostaa zmiażdżona. Chłopak nie spodziewał się niczego innego. Ale w niektórych miejscach czarnej nawałnicy pojawiły się wyrwy, poprzez które widać było gwiazdy.
A więc potrafił dokonać tego samodzielnie! Niszczył atakujące bestie tuzinami, nie nadwerężając jeszcze zbyt mocno rezerw energetycznych spoczywających w czakrach. Zbierał swoje żniwo zadziwiająco łatwo. Zaczął wierzyć w zwycięstwo.
Szybownicy znów skoczyli naprzód. Ten atak był potężniejszy niż poprzednie, ale Sehir widział też ognisty krąg na palisadzie osiedla. Pochodnie już płonęły. Natomiast po środku wioski błyszczał, wpasowany w misterną metalową konstrukcję, wielki, złoty heliodor. Światło pochodni padało na niego i ulegając dyspersji tworzyło bladą łunę. Ludzie wierzyli, że to właśnie ten kamień bronił ich przed Szybownikami nie była problemem. Problemem natomiast byłby dzień następny i rozjuszony, gotowy na wszystko Tarsom. Konfrontacji sam na sam ze starym Sehir się nie obawiał, ale walka przeciwko całej wiosce stanowiła już znaczne wyzwanie. A chłopak nie miał żadnych wątpliwości, że Wódz zaprzągłby do tego konfliktu wszystko, czym dyspnował. Nie. Zdecydowanie lepiej było zagrać na zwłokę i poszukać rozwiązania w mniej drastyczny sposób. Zdać się na upływ czasu i raz jeszcze podjąć trud nocnej walki.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 73 74 75 76 77 10277 10278 10279
Bestie uderzyły ponownie.
Sehir wycofał się na czwartą linię. Zastanawiał się, ile jeszcze czasu ma dać walczącemu, zanim zerwie łączącą ich nić pulsującej tkanki. Przygotowywał się już na ten nieunikniony ból, gdy dostrzegł, że świetlista postać, trafiona kolejnym atakiem, rozpływa się zbyt szybko.
Chłopak odłączył się w porę, bo unicestwienie bilokatora zabrałoby mu życie.
Pierwszy strażnik nie zdążył upolować zbyt wielu ofiar, a Szybownicy łakomie rzucili się naprzód, choć impet ich ataku nieznacznie zmalał, bo musieli pokonać teraz dwóch obrońców, którzy odsyłali potężne słupy zaporowej energii.
Pomiędzy niebem a ziemią rozciągnięto kurtynę światła.
Lecz i ta część pojedynku nie trwała tak długo, jakby tego sobie życzył Sehir. Wkrótce dwójka bilokatorów zostaa zmiażdżona. Chłopak nie spodziewał się niczego innego. Ale w niektórych miejscach czarnej nawałnicy pojawiły się wyrwy, poprzez które widać było gwiazdy.
A więc potrafił dokonać tego samodzielnie! Niszczył atakujące bestie tuzinami, nie nadwerężając jeszcze zbyt mocno rezerw energetycznych spoczywających w czakrach. Zbierał swoje żniwo zadziwiająco łatwo. Zaczął wierzyć w zwycięstwo.
Szybownicy znów skoczyli naprzód. Ten atak był potężniejszy niż poprzednie, ale Sehir widział też ognisty krąg na palisadzie osiedla. Pochodnie już płonęły. Natomiast po środku wioski błyszczał, wpasowany w misterną metalową konstrukcję, wielki, złoty heliodor. Światło pochodni padało na niego i ulegając dyspersji tworzyło bladą łunę. Ludzie wierzyli, że to właśnie ten kamień bronił ich przed Szybownikami nie była problemem. Problemem natomiast byłby dzień następny i rozjuszony, gotowy na wszystko Tarsom. Konfrontacji sam na sam ze starym Sehir się nie obawiał, ale walka przeciwko całej wiosce stanowiła już znaczne wyzwanie. A chłopak nie miał żadnych wątpliwości, że Wódz zaprzągłby do tego konfliktu wszystko, czym dyspnował. Nie. Zdecydowanie lepiej było zagrać na zwłokę i poszukać rozwiązania w mniej drastyczny sposób. Zdać się na upływ czasu i raz jeszcze podjąć trud nocnej walki.
Pozostałe opowiadania:
1 2 3 73 74 75 76 77 10277 10278 10279
Opowiadania - strona główna
Tym lepiej Sehir po...
Czwarty rząd zatrzy...
Pomiędzy niebem a z...
– Strata sond...
Sonda manewrowała w...
Pierwszy strażnik n...
Sehir pomyślał rozk...
Już wiedział, że dz...
W samotności Sehir ...
Człowiek ten miał p...
Chłopak przecisnął ...
Wtedy zaczęły nikną...
- Będę czekała - po...
Pomiędzy niebem a z...
Gromada dzieci z ra...
– Strata sond...
Ze swojego stanowis...
Chłopak przecisnął ...
Ze swojego stanowis...
Wszystkie teksty
Tym lepiej Sehir po...
Czwarty rząd zatrzy...
Pomiędzy niebem a z...
– Strata sond...
Sonda manewrowała w...
Pierwszy strażnik n...
Sehir pomyślał rozk...
Już wiedział, że dz...
W samotności Sehir ...
Człowiek ten miał p...
Chłopak przecisnął ...
Wtedy zaczęły nikną...
- Będę czekała - po...
Pomiędzy niebem a z...
Gromada dzieci z ra...
– Strata sond...
Ze swojego stanowis...
Chłopak przecisnął ...
Ze swojego stanowis...
Wszystkie teksty