Chyba, że… przecież nie było już nikogo, kto mógłby zabronić bilokatorowi wizyty u Tarsoma. Rozważając na poważnie taką możliwość, Sehir natychmiast zadał sobie pytanie, czy umiałby tak po prostu bezwzględnie zabić?
– Seh! – usłyszał natarczywy głos Mersin. – To tak mnie pragniesz?
Dopiero teraz dostrzegł swoją bierność. Rozdarty walką pomiędzy szaleństwem a rozsądkiem, przez długą chwilę przyglądał się dziewczynie. Była taka prześliczna i mógł z nią zrobić wszystko. Nie chciał tego stracić. W grę weszła odrobina egoizmu. Mieć Mersin wyłącznie dla siebie, tulić ją co noc i jednocześnie odegrać się na Tarsomie tak, aby ten poczuł dotkliwość swojej porażki. To były obecne marzenia Sehira.
Już wiedział, że dziś musi stawić czoła Szybownikom. Po części dla siebie, po części dla niej.
Myśli o następnym dniu i jego przykrych konsekwencjach wiązanych z pracą fizyczną odeszły w kąt. Radykalizm niedawno przyjętych zasad trzasnął jak suchy patyk. Sehir nie martwił się tym zbytnio.
Pogładził plecy dziewczyny i trochę dłużej zatrzymał się czas. Noc znów była nocą.
I coś pojawiło się między Szybownikami, których część zaniechała ataku i rozpierzchła się na boki, omijając osiedle szerokim łukiem.


Pozostałe opowiadania:
1 2 3 7667 7668 7669 7670 7671 10277 10278 10279